sobota, 8 marca 2014

Rozdział 1


Część 1 "Wspomnienia"

 - Zgłaszam się! Zgłaszam się na ochotnika!
 Po co to zrobiłem? Zastanawiam się teraz nad tym, siedząc na miękkim krześle w luksusowym przedziale kapitolińskiego pociągu. Trzymam w ręce szklankę z sokiem grejpfrutowym, i co jakiś czas biorę łyk do ust. Dlaczego się zgłosiłem?! Ta głupia decyzja najprawdopodobniej zaważyła na moim życiu, w końcu, najprawdopodobniej nie wrócę. Chociaż z drugiej strony... zyskałem. Zyskałem to, co było moim największym pragnieniem życia.
 Od dawna podobała mi się Lauretta. Była śliczna, dobra, życzliwa, pomocna... Po prostu, chyba nie miała wad, a przynajmniej tak myślałem, jak byłem mały. Zawsze obserwowałem ją z ukrycia, nie mogłem się nadziwić, że tak dobra osoba żyje w tak złym kraju, jakim jest Panem. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia, jeszcze jako dziesięcioletni dzieciak. Nie wiem, czy wcześniej zdawała sobie sprawę z mojego istnienia, w końcu zawsze, jak pojawiała się w pobliżu dawałem drapaka za najbliższy śmietnik czy drzewo. Pamiętam też doskonale, jak w wieku lat dwunastu Lauretta została przeniesiona do mojej klasy. Kilkanaście dni później nauczyciel przydzielił mi Law jako pomocnika do wykonania jakiegoś projektu. Kiedy więc przyszła do mojej ławki, mówiąc oduchowo: "cześć Jade", spiekłem wielkiego raka i z zaskoczenia upuściłem nóż, którym kroiłem jakieś zielsko, gdyż nauczyciel kazał wcześniej nam spróbować zrobić substancję czegoś tam. Długo pamiętałem to zdarzenie, może też dlatego, że upadający z moich rąk nóż skaleczył mi stopę.
 Wreszcie, kiedy byłem wysokim czternastolatkiem odważyłem się podejść do Law z czymś, co brzmiało jak "co robisz, Lauretta" tylko, że jak w wykonaniu myszy. Była tym chyba zdziwiona, bo nigdy się do niej nie odzywałem. Z czasem udało mi się wyrosnąć nieco z tej nieśmiałości wobec Law, a działo się to chyba dzięki jej poznawaniu. W końcu stała się moją koleżanką, a ja wciąż jej nie potrafiłem wyznać swojej miłości, ale i tak byłem szczęśliwy, mogąc spędzać wolny czas z Laurettą. Biegaliśmy razem po drodze, rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Nie wiem nawet kiedy staliśmy się przyjaciółmi. Zaznajomiłem się nawet z bratem Law, Billy'm, małym, chuderlawym i wiecznie przestraszonym chłopcem. Lauretta kochała ponad wszystko swojego młodszego o pięć lat braciszka. Sam też go polubiłem.
 Kiedy nadchodziły dożynki, życzyliśmy sobie szczęścia, a potem się cieszyliśmy z wolności przez najbliższy rok. Wszystko szło dobrze, aż do naszych szóstych dożynek. Law była w nie szczególnie zdenerwowana. Powodem był Billy, który skończył dwanaście lat i musiał już uczestniczyć w dożynkach.
Bała się bardziej o niego niż o siebie.
 Na początku nie było tak źle. Po odczytaniu nudów o zdradzie przez burmistrza, Flora Kaghi, kapitolińska opiekunka trybutów, po pełnym napięcia oczekiwaniu wylosowała Claudine Trix, ładną dziewczynę, piętnastoletnią czy szesnastoletnią, nie wiem. Kiedy jednak drugim trybutem z Szóstego Dystryktu okazał się Bill Jones zaczęło się piekło mojego życia. Płacząca Law podbiegła do Billy'ego i wrzeszczała do Flory Kaghi, że nie pozwoli, aby jej brat szedł na Igrzyska. Chciała się nawet zgłosić, ale było to niemożliwe, bo była dziewczyną. Strażnicy Pokoju zaczęli brutalnie odciągać Law od Bill'a. Lauretta krzyczała, że w nosie ma igrzyska, a ich zasady niech sobie Kapitol wsadzi gdzieś, bo Billy nie pójdzie. Mogą ją zabić, ale jej brata mają nie tknąć. Właśnie to mówiła. Wszyscy się na nią gapili. Ona cierpiała. Wtedy wypowiedziałem te słowa. Słowa mojej śmierci.
 - Zgłaszam się na ochotnika
                                                                                    ***

Część 2 "Claudine"

  Patrzę na podłogę. Znajduje się na niej rozbite szkło poplamione różowoczerwonym sokiem. Musiałem upuścić szklankę. Wzdycham i nachylam się, aby posprzątać kiedy do przedziału wchodzi Flora. Zaraz zaszczebiotała słodziutko, że nie muszę sprzątać, w końcu mam wypoczywać bo jutro będę w Kapitolu, a w pociągu jest obsługa, która się przecież tym zajmuje. Nie miałem siły się z nią spierać. Byłem wyczerpany, chociaż przez ostatnią godzinę tylko siedziałem na krześle. Poszedłem w stronę drzwi, w zamiarze pójścia do swojego pokoju. Kiedy mijałem Florę, zobaczyłem, że jest zadowolona, że się jej słucham. Dała mi nawet na odchdne radę, żebym nie jadł ciastek z kremem pomarańczowym i polewą orzechową, bo zawierają dużo kalorii.
 Naprawdę, nie rozumiem Flory. Kto tydzień przed pójściem na irzyska zwraca uwagę na to, ile ciasto ma kalorii, i czy ktokolwiek je ciastka z kremem pomarańczowym i polewą orzechową. To połączenie wydawało mi się takie niezbyt zjadliwe. A może to dlatego, że nie lubię pomarańczopodobnych wyrobów, nie wiem. Możliwe, że gdyby powiedział to ktoś inny, niż kobieta o purpurowych oczach, ustach pomalowanych na srebrno, chodząca w jaskrawej sukience i kosmicznie wysokich, intensywnie czerwonych obcasach, potraktowałbym tą radę bardziej poważnie.
 Parsknąłem, kiedy znalazłem się z dala od uszu Flory. Muszę się naprawdę stresować, w końcu kto o zdrowym umyśle analizuje każdą głupotę, którą powie kobieta wyglądająca jak ktoś, kto pomalował się kolorową farbą? Znów zaśmiałem się cicho, kiedy nagle zorientowałem się, że na kogoś wpadłem, a przynajmniej obok kogoś stoję.
 - Ej, uważaj! - warknął jakiś głos. - Może byś tak przestał myśleć o niebieskich miagdałach i trochę się rozejrzał?
 Czyli musiałem się jednak zderzyć. Przed sobą miałem zirytowane oblicze Claudine Trix, trybutki z mojego dystryktu.
 - Przepraszam. - mruknąłem. - Nie musisz się od razu tak wściekać.
 Dziewczyna posłała mi znudzone spojrzenie zielonych oczu.
 - Nawet nie wiesz, czy się wściekłam. A jak koniecznie chcesz wiedzieć, to się jeszcze nie wściekłam z powodu jakiegoś marzyciela, co na wszystkich wpada.
 Ekstra. Czyli dziewczyna, z którą mam mieszkać przez najbliższy tydzień jest denerwująca. Wprost świetnie.
 - Nudzisz. Tylko na ciebie wpadłem. - rzuciłem, zamierzając odejść od niej. Niespodziewanie dziewczyna zastąpiła mi drogę, torując swoją osobą całe przejście w wąskim korytarzu pociągu.
 - Tak naprawdę, to nawet na mnie nie wpadłeś. Jesteś tak zamyślony, że przyjmiesz do wiadomości wszystko, co ci się powie. - prychnęła Claudine. - Jeśli tak zamierzasz walczyć na igrzyskach, to przegrasz.
 - I tak pewnie przegram. - rzuciłem oschle. - Przesuń się.
 - Nie.
 - Czemu?
 - Po prostu, tego nie zrobię.
 Zaczynała mi caraz bardziej działać na nerwy. Jakaś młodsza o ponad rok dziewczyna będzie mi się rządzić? No nie, jeśli tak stawia sprawę, to nic innego nie pozostaje mi do wyboru...
 - Przesuń się wreszcie, bo... - zawarczałem jak najgroźniej, zaciskając pięści.
 - Rany, czy ty myślisz, że się ciebie boję? Starszy i większy nie znaczy silniejszy i mądrzejszy.
 - Zamknij się. - wycedziłem cicho przez zęby. Denerwowało mnie to, że dziewczyna zachowuje się wobec mnie lekceważąco. Do tego mnie prowokuje. Niemal równie dobrze mogła krzyczeć: "Przyłóż mi, Jade!". Może nie byłem najsilniejszym chłopakiem w szkole, ale mocny policzek wymierzyć umiałem, a jak się naprawdę wkurzyłem, to potrafiłem wygrać w bójce z rok starszym chłopakiem. Cóż, z zawodowcem na Igrzyskach raczej nie wygram, ale Claudine to nie zawodowiec.
 Dziewczyna przygląda mi się kpiąco.
 - Potrafisz powiedzieć tylko parę pogróżek, co? Chociaż, nawet nie jesteś mocny w gębie. Dwunastolatka może byś wystraszył, ale nie mnie.
 Claudine uśmiechnęła się do mnie złośliwie. Z pogardą.
 Tego już było za wiele.
 Niewiele myśląc, przywaliłem pięścią w miejsce, gdzie powinna znaleźć się szczęka dziewczyny. A raczej, gdzie znajdowała się przed chwilą. Rozległo się głośne chrupnięcie, a po nim cichy okrzyk bólu i zaskoczenia.
 Z niedowierzaniem gapiłem się na swoją rękę. Była ona zakrwawiona, do tego w głębi ran znajdowały się okruszki szkła. Ręka mnie piekła i szczypała. Claudine wpatrywała się we mnie, tarzając się ze śmiechu po podłodze.
 Dopiero zdałem sobie sprawę z tego, że dziewczyna uniknęła ciosu, schylając się w dół. Na moje nieszczęście, trafiłem w małe, szaklane okienko, którego wcześniej nie zauważyłem, bo zasłaniała mi je głowa dziewczyny, do czasu, w którym zrobiła unik. Niechętnie musiałem przyjąć do wiadomości to, że okrzyk, który usłyszałem, należał do mnie.
 Claudine raczyła przestać się śmiać. Wstała, znów zastawiając przejście. Uśmiech na jej twarzy był tym razem łobuzerski, pełen rozbawienia.
 - Co cię tak śmieszy?! - warknąłem głośno - Przez ciebie mam rękę w beznadziejnym stanie!
 Zrobiła niewinną minkę
 - Nie kazałam ci próbować walnąć mnie w szczękę.
 - Spadaj! I suń się wreszcie!
 - A co jeśli odmówię?
 Ogarnęło mnie zmęczenie. Kłócenie się z nią dłużej było co raz bardziej bezsensowne.
 - W co ty grasz, do cholery? - zapytałem zrezygnowany.
 - Wreszcie rozsądne pytanie.- uśmiechnęła się tajemniczo.
 - C-co?
 - Chociaż odpowiedź na nie jest bardzo prosta.
 Zaciekawiła mnie.
 - Tak, a jaka?
 Claudine prychnęła.
 - Czyż to nie oczywiste?! Zamierzam wygrać! Przeżyć!
 Zamurowało mnie.
 No, to walnęła prosto z mostu. Odpowiedź była tak prosta, że przez to trudna. A ja na to nie wpadłem. Żałosne.
 Kiwnęła głową.
 - Ta, zaskoczony. Prosto cię wkurzyć, do tego jesteś zamyślony, kiedy myślisz, nie zwracasz na nic, Flora Kaghi mogłaby ci przefarbować włosy na zielono, a byś nawet nie zauważył. Umiesz trochę pogrozić, ale brak ci celności, nie trudno cię wykiwać. Jednak silny jesteś. Jeśli odnosisz porażkę szybko się zniechęcasz. Raczej niezbyt groźny.
 Szlag, ona to wszystko zaplanowała?! Żeby zebrać o mnie informacje?! I to do tego już pierwszego dnia!
 - Ty... Jesteś przegięciem!
 Czy zamierzała tak robić z każdym trybutem? Niewykluczone, a raczej całkiem prawdopodobne. Ta technika pasowałaby idealnie do Claudine. Jest przebieglejsza niż kto kolwiek kogo znam.
 - Miło mi to słyszeć.
 - No dobra, to przesuniesz się wreszcie? Muszę znaleźć jakiś bandaż i coś do usunięcia tego... przeklętego... szkła. - ostatnie słowa niemalże wysyczałem, ponieważ moja ręka dawała o sobie znać, szczypiąc w skaleczonych miejscach.
 Claudine przestała się uśmiechać. Najwyraźniej nastąpił koniec znęcania się nade mną.
 - Ach, no tak, jasne. - wyglądała jakby zapomniała o mojej zakrwawionej ręce. - Dobra, pomogę ci nawet poszukać bandaża.
 Co za dobroduszność! Nie wiem, czy mam się cieszyć z tego faktu. W końcu może próbować dowiedzieć się więcej na mój temat, a może nawet będzie chciała ze mnie wyciągnąć mój pomysł zgłoszenia się. Wiedziałem na pewno, że będę musiał na nią uważać. Claudine Trix jest niebezpieczna, do tego jestem pewien, że będzie chciała zwyciężyć za wszelką cenę, nie podda się bez walki...
 Słyszę głośny wrzask Flory Kaghi. Czyli jednak coś może wyrwać mnie z myślenia.
 - Jade! Coś ty sobie zrobił z ręką? To okropne! Jak będziesz mógł się jutro zaprezentować wieczorem na paradzie trybutów?! Nikt nie będzie chciał was sponsorować!
 Flora czym prędzej do mnie podbiegła.
 - Gdzie jest pielęgniarka?! - woła zrozpaczona.
 Westchnąłem.
 Najwyraźniej ten dzień nie dał mi jeszcze wystarczająco w kość.
______________________________________________________________________
 Proszę o komentarze, dużo dla mnie znaczą.

1 komentarz: