piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 3

  Słowa, którymi określiłbym Kapitol to: barwność, dziwaczność, dostatek oraz głupota. Chyba dosłownie wszyscy ludzie są tu po przejściu wielu operacji plastycznych lub przynajmniej farbowaniu włosów czy piercingu. Każdy mieszkaniec ma na sobie wymyślne ubranie. Zastanawiam się, czy w takim czymś wogóle można się poruszać. Ze świecą szukać tutaj normalnych ludzi.
 Jednak nie tylko ludzie są nienormalni. Równie dziwne są tu zwierzęta, budynki, ulice... Krócej mówiąc, całe miasto. Aż trudno uwierzyć, że ktoś kiedyś to wszystko wymyślił. Nawet nie chcę myśleć, ile pieniędzy wart jest cały Kapitol. Zaczynam coraz bardziej rozumieć to, co mówili dorośli w Szóstce, o tym, że nadmiar nie jest dobrą rzeczą.
 Nim zdołałem się jednak lepiej zastanawiać nad Kapitolem, Strażnicy Pokoju (którzy najwidoczniej są nie tylko w dystryktach) zaprowadzili mnie do czegoś, co wyglądało jak luksusowy pojazd. Chyba jego nazwa to limuzyna. Dotąd widziałem taki tylko w telewizji, kiedy emitowali coś na żywo z Kapitolu.
 Domyśliłem się, że wiozą mnie do Centrum Odnowy dla trybutów, tak, jak każdych innych zawodników co roku.
 Ciekawe, czy po wyjściu z niego będę wyglądał jeszcze jak człowiek.

                                                                       ***

  Wzdycham z ulgą, kiedy trójka kolorowych ludzi, będących moją ekipą przygotowawczą, wreszcie wychodzi z pomieszczenia, pozostawiając mnie samego. Przynajmniej pozwolili włożyć mi szlafrok, do czasu, aż przyprowadzą Dastię, moją stylistkę. Mam nadzieję, że jej wygląd będzie miał jakiś granice przyzwoitości, jak i strój, który zapewne juź mi dawno przygotowała na Paradę Trybutów.
 - Cholera. - mówię głośno do samego siebie.
 Centrum Odnowy na pewno nie jest miejscem, które chciałbym odwiedzić ponownie. Po wszystkich "zabiegach" którym poddała mnie moja ekipa przygotowawcza, czuję się tak, jakbym już został zabity na Igrzyskach. Ból, swędzenie, pieczenie na całym ciele wcale nie jest przyjemne.
 Nagle drzwi do pokoju, w którym jestem się otwierają, a przez nie wkracza do środka kobieta, której wieku nie umiem dokładnie określić. Mimo wszystko mam wrażenie, że jest całkiem młoda.
 - Jestem Dastia, twoja stylistka, jak zapewne się domyślasz. - mówi od razu głośnym, donośnym głosem, bez zbędnego przywitania.
 Przyglądam się jej.
 Nie wygląda aż tak strasznie źle. Ubrana jest w ciemnozłotą tunikę, (na szczęście nie błyszczącą) czarne legginsy i buty na obcasach znacznie mniejszych, niż te Flory. Jej kręcone blond włosy wyglądają na niefarbowane, a oczy o barwie czekolady również wydają mi się naturalne. Na twarzy dostrzegam makijaż.
 Jednak tym co przyciąga wzrok w wyglądzie Dastii, jest duży tatuaż na jej ramieniu oraz kolczyki, które są nie tylko w uszach, ale i nosie, jednej z brwi i dolnej wardze.
 - Zapewne jesteś ciekawy, jak wygląda twój strój na dzisiejszą Paradę - mówi Dastia, ignorując to, że się na nią gapię. Zapewne jako stylistka zdążyła do tego przywyknąć. - Zgodnie z tradycją, musi on być związany z twoim dystryktem.
 Ciekawe, czy zauważyła, że na razie ani razu się do niej nie odezwałem. Mimo wszystko, postanawiam, że ignorowanie jej nie jest dobrym pomysłem. Poza tym ona, jako jedna z niewielu, na razie nie porównuje mnie do Claudine, a jako stylistka może mi bardzo pomóc w zdobyciu sponsorów.
 - Jako stylistka Szóstki, masz zapewne dużo opcji do wykorzystania. - odzywam się do niej.
 - Rzeczywiście, stylizowanie trybutów z Szóstego Dystryktu jest równe z dużą możliwością - potwierdza Dastia. - Dzięki temu, że wasz dystrykt nie ma dokładnej specjalizacji, można stworzyć wiele pomysłów. W Kapitolu jest to dużym plusem.
 Dochodzę do wniosku, że Dastia jest całkiem miła, tylko trochę gadatliwa.
 No i wygląda na zadowoloną tym, że jest stylistką Szóstki. Nasz dystrykt, mimo tego, że jest  nieduży, jest na swój sposób dość wyjątkowy. Dostarcza do Kapitolu produkty plastyczne jak i muzyczne, takie jak farby, obrazy, instrumenty, płyty z muzyką. Dystrykt Szósty jest znany powszechnie również jako dystrykt artystyczny.
 - W tym roku postanowiłam się skupić bardziej na muzyce, ale z przedstawieniem jej w wersji plastycznej - tłumaczy Dastia. - Sam zobaczysz! - dodaje widząc moją minę.

                                                                        ***

  Muszę przyznać, że Dastia się postarała.
 Nie licząc zwyczajnych czrnych skórzanych butów i spodni, cała reszta mojego stroju w postacie długiej marynarki jest wykonana z paru delikatnych, prześwitujących materiałów w różnych odcieniach fioletu. Nie wiem, jakim cudem, ale na tych cienkich tkaninach zostały namalowane wyraźne, srebrne nuty, pięciolinie i klucze. Do tego marynarka jest w wielu miejscach z dodatkiem brokatu, co niezbyt mi się podoba, ale trudno.
 W sumie, czuję się tak, jakbym ubrał ozdobną, cienką kartkę z zapisanymi nutami. Ciekawe, jak wygląda Claudine. Właściwie, to nie mam pojęcia, gdzie się ona podziała.
 Stoję obok rydwanu Szóstego Dystryktu czekając na całą resztę. Byłoby miło, gdyby raczyli nie przychodzić na ostatnią chwilę. Dastia tylko mi powiedziała jak tu dotrzeć, a potem pognała po jakiegoś Sommedre'a. Domyślam się, że to stylista Claudine.
 Rozglądam się. Reszta trybutów wygląda na już gotowych do wyjazdu. Przygryzam wargę i odwracam wzrok na kasztanowe konie ciągnące nasz rydwan.
 - Hej! Trzeba już wejść na rydwan! - ktoś niespodziewanie klepie mnie w ramię,
 Odwracam się gwałtownie, prawie wpadając na Claudine. Albo kogoś bardzo do niej podobnego.
 Dziewczyna ma wyraziste zielone oczy, rudoczerwone włosy, spadające gęstymi lokami na ramiona i jasną, kontrastującą cerę z piegami na policzkach. Na sobie zaś zwiewną, lekko prześwitującą, fioletową suknię w srebrne nuty, bardzo podobną do mojej marynarki. Świetnie to na niej wygląda.
 - No dobra, dosyć tego gapienia, zaraz rozpocznie się Parada, więc z łaski swojej rusz się!
 Nie ma wątpliwości, zwyczajna Claudine, czy też upiększona Claudine, zachowuje się tak samo.
 Kiedy już stoję w rydwanie, znów się rozglądam. Nigdzie nie dostrzegam Dastii, Flory czy Jamesa.
 - Claudine, wiesz może gdzie się podziała reszta? - pytam dziewczyny.
 Na jej twarzy pojawia się tak denerwujący mnie chytry uśmiech, tylko tym razem bardziej wesoły.
 - Nie mam pojęcia.
 Z pewnością kłamie.
 - A tak na serio?
 - Już ci mówiłam: nie mam pojęcia. Chociaż zgaduję, że muszą świetnie się teraz bawić...
 - Eee? Jaśniej proszę. - co też ona znów kombinuje?!
 - Po prostu, krótko mówiąc... zwiałam im. - mówi i uśmiecha się jeszcze szerzej.
 Tego się raczej nie spodziewałem.
 - Strasznie mnie wkurzali - wyjaśnia Claudine. - Sommedre, Flora, ekipa przygotowawcza i jeszcze twoja stylistka ciągle coś poprawiała przy mojej sukni i kłóciła się nad ułożeniem materiału bardziej w prawo czy w lewo i innymi nieistotnymi szczegółami, więc w końcu szlag mnie trafił i wymknęłam się im kiedy byli zbyt zajęci kłóceniem się.
 O cholera. Ją naprawdę stać na wszystko.
 - Poza tym, gdybym sobie nie poszła, ten rydwan nigdy by nie wyjechał na rynek. - dodaje.
 - Po raz pierwszy, na na serio podziwiam. - mówię szczerze. Gdyby mnie spotkał taki los, to nie wiem, co bym zrobił.
 Claudine się śmieje.
 - Teraz muszą być mocno zdenerwowani. Mają bardzo ciekawe zajęcie, gdyż zapewne szukają mnie.
 Uśmiecham się, po czym słyszę potężny huk. Właśnie rozpczęła się Parada Trybutów Trzydziestych Siódmych Głodowych Igrzysk.
 Zaraz...
 Rydwan z trybutami z Pierwszego Dystryktu odzianymi w piękne, diamentowe stroje wyjeżdża na rynek, a wraz z ich pojawieniem, pojawia się również głośny wiwat publiczności.
 Czy ja właśnie uśmiechnąłem się do Claudine?! 
 Dystrykt Drugi również już odjechał.
 Chyba zaczynam wariować! Gawędzę sobie wesoło z wredną Claudine, pewnie myślącej w wolnych chwilach, jak najlepiej mnie zabić!
Trójka i Czwórka jest już na rynku. Dystrykt Piąty szykuje się do wyjazdu.
 Nagle sobie uświadomiłem, że nie mam zielonego pojęcia, co robić. James nie raczył się zjawić i mi powiedzieć.
 - Jak my mamy się zachowywać na tym rydwanie? - pytam Claudine.
 - James najwyraźniej zostawił nam tą decyzję samym. Osobno. - odpowiada mi słodko i dobitnie Claudine.
 Nie zdążam jej odpowiedzieć, co o niej myśłę, kiedy pojazd nagle rusza do przodu. Oczy chwilowo mi ślepną od światła reflektorów i flashy. Uszy wypełnia ryk setki Kapitolińczyków. Otrząsam głową i z niedowierzaniem wpatruję się w ogromne trybuny i resztę rydwanów.
 Patrzę w bok. Claudine uśmiecha się do kapitolińczyków, zarazem miło, jak i wyzywająco. Tłumowi najwyraźniej się to podoba, jak i nasze stroje, bo niektórzy ludzie zaczęłi wznosić okrzyki dla Szóstego Dystryktu. Postanawiam pójść w ślady Claudine i również się uśmiecham, zapewne z gorszym skutkiem.
 Kapitolińczycy cały czas wrzeszczą, a komentatorzy nie przestają opisywać wyglądu, strojów i zachowań trybutów. W zapewne całym Kapitolu słychać dźwięki hymnu.
 Wszystko to wydaje trwać się w niedługiej chwili. Teraz wszystkie rydwany zatrzymują się przed pałacem prezydenckim, gdzie prezydent Weathes wygłasza przemówienie i życzy wszystkim trybutom szczęśliwych Głodowych Igrzysk.
 Po zakończeniu mowy prezydenta, rydwany jadą do Ośrodka Szkoleniowego. Oddycham z ulgą, że to już koniec. Uśmiechanie się do wypacykowanych ludzi jest naprawdę... trudne. Szczególnie, jeśli ma się świadomość, że będę musiał walczyć na śmierć i życie (przy czym prawdopodobnie zginąć) dla ich zabawy.
 - Dzięki za pomoc. - mówię sarkastycznie do Claudine.
 Spogląda na mnie tak, jakbym jej właśnie opowiedział świetny żart.
 - Jade, ja przecież tu nie jestem po to, żeby ci pomagać - zbliża usta do mojego ucha. - tylko po to, aby cię zabić. - dodaje tak lodowatym szeptem, od którego chyba nawet zawodowcy dostaliby gęsiej skórki.
 Potem, jak gdyby nigdy nic, zeskakuje z rydwanu i idzie w kierunku wind, jak inni trybuci.
 Za to ja nie mogę się zmusić choćby do zrobienia jednego kroku. W niej... jest coś przerażającego... Jej głos zabrzmiał w tamtej chwili tak, jakby wogóle nie miała uczuć.
 Ona chce cię tylko nastraszyć! - upominam się w myślach.
 Wymierzam sobie sam mocny policzek, aby się ogarnąć, po czym schodzę z rydwanu i podążam za Claudine.

_________________________________________________

 Przepraszam wszystkich, którzy czytają mojego bloga, że tak długo musieli czekać na kolejny rozdział. Postaram się kolejny napisać szybciej :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz